Dlaczego warto nosić dzieci - tocusiowo - blog parentingowy - O życiu i rodzicielstwie

Dlaczego warto nosić dzieci



Zanim urodził się Ernest wydawało mi się, że co tam dzieci to chyba wiele się nie nosi - leżą w łóżeczku z karuzelą nad głowa, śmiejące się i rumiane,większość czasu spędzają ,,grzecznie,, śpiąc a kiedy budzą się to przecież wystarczy trochę pokarmić i znowu zasypiają. Jak bardzo się myliłam! Właściwie to nie zdążyłam ani z karuzelą, ani z pościelą, w ogóle z tym całym łóżeczkowym cyrkiem to się nie ogarnęłam aż do chwili porodu. No i przyszedł na świat. Miałam wrażenie, że w dzień nie śpi wcale.
Noce nie były łatwe i to nie tylko w okresie niemowlęcym. Pobudki co 30 minut…nieodkładany właściwie wcale. Cierpiały plecy i ręce. Pamiętam, jak siedziałam ze łzami w oczach i nie rozumiałam, dlaczego nie mam minuty spokoju. Wyjście do kuchni by postawić wodę na herbatę to było wyzwanie!!! Najdłużej spał na spacerze w wózku-czyli w ruchu, delikatnie kołysany przez miejskie wyboje. Kiedyś pewna znajoma, starsza już kobieta zatrzymała nas by porozmawiać. Zajrzała do wózka przerywając niestety jedyna z niewielu chwil oddechu jaką miałam. Zatrzymała nerwowo moja rękę i życzliwie poradziła ‘’nie ruszaj kochana, bo już zawsze będziesz musiała’’. Powiem szczerze, że umęczona i niewyspana zaczęłam nawet myśleć, że może ma racje. No przecież doświadczona i swoje dzieci odchowała.

Minęły  ponad 3 lata i myślę,że dziś podziękowałabym życzliwej Pani znajomej za radę i chyba przy tak wymagającym dziecku zrezygnowałabym w ogóle z wózka. Dlaczego niemowlęta powinny większość czasu spędzać w ramionach rodziców? Bo wpisane jest to w biologię. Ta bliskość matki czy drugiego człowieka to przecież potrzeba tak naturalna i podstawowa jak potrzeba jedzenia. Kiedy popatrzymy szerzej to zdamy sobie sprawę, że przez stulecia kobiety z różnych kultur na całym świecie nosiły swoje dzieci używając chust i szali. Jedno jest pewne, genetycznie rzecz biorąc my ludzie, podobnie jak małpy czy szympansy należmy do noszeniaków. Zauważmy jak wygięte są plecki maluszka. Przyjmują kształt tzw., kołyski’’ lub inaczej litery ,,C,, w której zupełnie naturalnie podciągają nóżki. Specjaliści podkreślają, że pozycja wyprostowana tzw. leżenie na wznak jest nienaturalna i wręcz niewskazana. Co więcej, w odległych czasach naszych przodków noszenie, poza oczywiście zaspokojeniem potrzeby bliskości, pozwalało chronić potomstwo przed drapieżnikami. Ktoś powie -no ale nie żyjemy już ani w jaskiniach, świat wygląda dziś zupełnie inaczej a my nie musimy martwic się by strzec dzieci przed dzikimi zwierzętami. Oczywiście, że tak. Wiele czasu upłynęło, odkąd przestaliśmy być koczownikami a nasze życie zmieniło się diametralnie. Niestety noworodek, nie wie, że urodził się w czasach, w których nie czyha na niego żadne niebezpieczeństwo a te kilka milionów lat to za mało by w naszych genach zapisały zmiany. Oczywiście są zwolennicy -jak życzliwa starsza kobieta, którzy nieświadomie próbują zmienić to co natura nam zgotowała i radzą zostawić niemowlę, żeby się wypłakało. A i w końcu przyjdzie czas, że nie zapłacze -ale wcale nie dlatego, że ,,nauczyło, sobie pięknie z tym radzić lub zrozumiało, że mamy jednak XXI wiek i przecież tak wiele się zmieniło. Zrozumiało jedynie, że nikt na ten płacz nie reaguję. Czy to oznacza, że mamy nosić na rękach nasze potomstwo przez całą dobę walcząc z bólem pleców i padając ze zmęczenia? Patrząc np. na afrykańskie plemiona w opiece nad niemowlęciem zaangażowane jest cała wioska. Niestety w naszej kulturze to właściwie niemożliwe. I to właśnie dlatego czasem po prostu fizycznie nie jesteśmy w stanie. Nie mamy łatwo. Ale myślę, że to co powinniśmy zrozumieć i możemy zrobić w dzisiejszym świecie, mając na uwadze nasze pierwotne potrzeby, to dawać po prostu naszym dzieciom bliskość. Bliskość, która pomaga wytworzyć więcej dobrych połączeń między neuronami, które wpływają na rozwój dziecka i tym samym na nabywanie nowych umiejętności. Możemy ja okazywać na wiele sposobów, poprzez przytulanie, kołysanie, ale przede wszystkim odpowiadając na potrzeby dziecka. Dobrym rozwiązaniem jest chusta.

Powiem szczerze, że sama dość późno zdecydowałam się na nią -miałam tylko elastyczną, a później nosidło. Ale też dość szybko stałam się ich zwolennikiem. Miałam tez szczęście, bo z pomocą przyszedł wspaniały doradca, dlatego nie obawiałam się używać obu. W końcu mogłam wypić herbatę, ogarnąć dom i zrozumiałam jak wiele zalet (oczywiście poza wspomnianą bliskością) wynika z noszenia dzieci w chuście. To tylko niektóre z nich:

1. Uspokaja - noszone dzieci mniej płaczą, są spokojne, bo czują się po prostu bezpieczne w ramionach rodzica. To wspaniała pomoc przy ząbkowaniu, kolkach. Dotyk, zapach, bicie serca czy głos najbliższej osoby dają dziecku po prostu poczucie bezpieczeństwa a tym samym stwarzają warunki do prawidłowego rozwoju. Nie marnują całej energii na płacz i ,,walkę’’ o swoje potrzeby, ale właśnie na rozwój fizyczny, psychiczny i emocjonalny.

2. Uczy dzieci o świecie: są w nieustannym kontakcie z dorosłymi, pozostają częścią ich codziennego życia. Widza i doświadczają świat, który wraz z każdym krokiem rodzica zmienia się. Rozwija się wiec mózg dziecka, szybko rośnie ilość właściwych, dobrych połączeń nerwowych.

3. Stymuluje układ przedsionkowy (równowagi) niemowlęcia. Noszone w chuście dzieci poruszają się we wszystkich trzech płaszczyznach ruchu (góra-dół, bok-bok, przód-tył), dopasowując się do ruchów mamy. Taka stymulacja wpływa korzystnie na ich rozwój, fizjologię oraz rozwój motoryczny.

4. Wpływa na rozwój mowy. Dzieci są nieustanie wystawione na rozmowy, doświadczają bodźców słuchowych w postaci głosów bliskich, ale też innych ludzi. Pozostając w tak bliskim kontakcie obserwują ruchy ust osoby mówiącej i przyswajają właściwe wzorce artykulacji.

5. Wpiera karmienie piersią. Zwłaszcza w początkowych okresach, kiedy dziecko "wisi" na piersi. Czyli sprzyja rozwojowi laktacji i pomaga przetrwać trudne momenty. Umożliwia dyskretne karmienie w każdym miejscu. Tak w chuście to też możliwe! Wystarczy zapytać doradcę o właściwą pozycję.

6. Wolne ręce - czyli mama, która w końcu może zając się sobą, ale jednocześnie nie ograniczając kontaktu z dzieckiem.

7. Prawidłowo zawiązana chusta odciąża kręgosłup co jest znacznie wygodniejsze niż noszenie na rękach - to korzyści dla rodzica. A dziecko? Noworodek przyjmuje pozycję embrionalna, czyli podkurczone, lekko rozchylone nóżki (pozycja żabki) oraz zaokrąglone plecki.

Nie uważam też, aby chustnoszenie było, jak to przeciwnicy twierdzą ,,nowym trendem,, czy dziwnym wymysłem dzisiejszych matek. Jak można nazwać nowym trendem coś co praktykowano przez wieki. To w naszej kulturze, w której wciąż poszukujemy, wygodnych rozwiązań, epoka wózków wyprzedziła na jakiś czas epokę chustonoszenia, która nawet w Polsce ułatwiała niegdyś ludziom codzienną jakże ciężką prace, pozwalała na swobodne oraz bezpieczne przemieszczanie się z dzieckiem u boku. Nie myślano wtedy jednak o korzyściach - takich jak budowanie więzi czy też walorach zdrowotnych. Chodziło raczej oto, że sprawdzało się to w praktyce. Myślę więc, że dziś to nie tylko ,,moda’’ ale też świadomość tych wszystkich zalet, które bezpośrednio wynikają z noszenia. Można powiedzieć, że idziemy w dobrym kierunku. Na szczęście mamy wielu wspaniałych doradców, którzy wiedza jak prawidłowo motać maluszka w chuście, tak aby wspierać jego rozwój.

2 komentarze

  1. Mega fajnie i napisane z lekkością...super się to czyta. fajna porada na przyszłość dla mnie. Powiedz mi proszę, od kiedy warto stosować, bo tego mi tu zabrakło

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje :) W chuście możemy nosić od pierwszych chwil życia jako przedłużenie tego okresu kiedy maluszek był w brzuszku mamy.Nośmy jednak świadomie. Warto dlatego skorzystać z porady doradcy noszenia który tak jak u nas zadbał o właściwy dobór chusty i wiązania. Chodzi o właściwe podparcie dla niedojrzałego kręgosłupa i całego układu kostno-stawowego.

    OdpowiedzUsuń