„Moje dziecko nie chce jeść” - Carlos Gonzalez - książka, która zmieniła moje podejście do żywienia - tocusiowo - blog parentingowy - O życiu i rodzicielstwie

„Moje dziecko nie chce jeść” - Carlos Gonzalez - książka, która zmieniła moje podejście do żywienia



Carlos Gonzalez „Moje dziecko nie chce jeść”


Książka „Moje dziecko nie chce jeść” trafiła w moje ręce  kiedy mój syn nie miał jeszcze pół roku. Ceniony pediatra - Carols Gonazles znany był mi wtedy bardzo dobrze jako autor książki, ,,Mocno mnie przytul’’. Hiszpański lekarz a zarazem zagorzały zwolennik karmienia naturalnego otworzył moje oczy na wiele problemów z jakimi napotkałam
się na początku macierzyństwa. Te ówczesne ,,problemy’’ zniknęły. Jednak  nie dlatego, że próbowałam cudownych sposobów by je wyeliminować. To ja w oparciu o wiedzę i konkretne przykłady, zdałam sobie sprawę, że muszę jak najszybciej zmienić swoje nastawienie. Książki Gonzaleza po prostu uspokajają i rozwiewają najczęstsze rodzicielskie obawy! Żałuję  tylko, że oba tytuły tak późno trafiły w moje ręce. 

Uwielbiam ten styl autora, który z humorem i żartem podchodzi do mocno zakorzenionych mitów i teorii wychowawczych mogących wpędzić nas czasem w niepotrzebne problemy czy też konflikty z najbliższym otoczeniem. Już sam tytuł ,,Moje dziecko nie chce jeść’’ niesie w sobie nutkę humoru. To zdanie przecież tak często wypowiadane przez rodziców, troskliwe babcie czy ciocie.

Autor przywołuje zalecenia WHO o rozszerzaniu diety o stałe pokarmy powyżej 6 miesiąca – wcześniej bowiem układ pokarmowy nie jest gotowy do tego, by trawić i przyswajać inne pokarmy niż mleko matki (bądź mleko modyfikowane), które pokrywa w zupełności zapotrzebowanie na makro i mikroskładniki. Kiedy mój 6 miesięczny bobas wszedł w okres rozszerzania diety ani chwili aż do dziś, nie dałam się wpędzić w poczucie winy, nigdy nie byłam też zmartwiona, przerażona a posiłek żadnej ze stron  nie kojarzył się ze stresem. Przy wspólnym stole zaczął poznawać nowe pokarmy, pokrojone w słupki, kawałki warzyw czy owoców, które sam brał do rączki poznając smak, kolor, zapach i konsystencje. Już wtedy dobrze wiedziałam, że do pierwszego roku życia mleko mamy to podstawa. 

Książka również utwierdziła mnie w przekonaniu co do słuszności karmienia na żądanie. Carlos Gonazalez jako wybitny działacz na rzecz ochrony i promocji karmienia naturalnego wyjaśnia, że trzymanie się sztywnych harmonogramów co do częstotliwości, czasu trwania a także sposobu karmienia piersią jest podstawowym problemem, który prowadzi do niedożywienia dzieci. Stają się płaczliwe, rozdrażnione, mają problemy z brzuszkiem, są czasem po prostu zwyczajnie głodne (!) gdyż to nie one same zdecydowały o ilości mleka, które wypijają czy też czasie pomiędzy jednym a drugim karmieniem. Wpadamy w błędne koło. Płacze? Może głodne? A może to mleko za chude? Może to wina mamy bo znów zjadła nie to co powinna? 

Gonzalez w książce wspomina o dojrzałości układu pokarmowego oraz problemie wartości energetycznej posiłków. ,,Małe żołądki potrzebują skoncentrowanych posiłków, zawierających dużo kalorii w małej objętości,,  Dodatkowo  wciśnięte owoc czy warzywo nie rozwiążą problemu, bo to mleko do roku jest podstawową żywienia i zawiera trzy razy tyle kalorii a nawet więcej.

,,Panie doktorze moje dziecko naprawdę nic nie je , gdyby pan to tylko zobaczył…,, -zatroskana matka pisze w jednym z listów do hiszpańskiego czasopisma , w którym Gonzalez udziela porad. To właśnie na ich podstawie autor ukazuje nam konkretne przykłady i problemy, do których czasem odnosi się z ironią, ale jednocześnie z wielkim szacunkiem i zrozumieniem . Brak apetytu, pisze Gonazalez  ,,to problem związany z równowagą pomiędzy tym, co dziecko zjada, a tym , co powinno zjeść według oczekiwań jego rodziny. Problem znika wraz ze wzrostem apetytu dziecka lub zmniejszeniem się oczekiwań jego otoczenia…’’

Niestety wciąż zbyt wiele dzieci w trosce zmuszanych jest do pochłaniania zbyt dużych porcji jedzenia. Nie mają możliwości wyboru i decydowania o tym co zjedzą i czy w ogóle będą miały na to ochotę. Co więcej, czasem ta walka o każdy kęs przeradza się w manipulację, wkradają się negatywne i zupełnie niepotrzebne emocje: ,,za mamusię'' ,,za tatusia’’ ,,jak zjesz to dam ci nagrodę’’ ,, popatrz tylko jak twój brat ładnie je’’- czy w końcu ,, póki nie zjesz, nie odejdziesz od stołu”. Dzieci same wiedzą, kiedy są głodne i syte. Nie ma potrzeby wmuszać w nie posiłku. Jeżeli dziecko poczuje głód, na pewno zgłosi się samo. Jest to podstawa do samokontroli i samoregulacji w jedzeniu. Pamiętajmy jednak o bardzo ważnej kwestii, że to my rodzice odpowiadamy za jakość oraz wartość proponowanych produktów. To bardzo ważne.

Gonzalez z humorem podchodzi do sposobów do jakich uciekają się nadgorliwi rodzice. Przytoczę tu mój ulubiony fragment:

,,W niezliczonych domach rozgrywa się codzienna bitwa. Z jednej strony naprzód posuwa się armia, chwaląc, naśmiewając się, nakłaniając, przymilając się, oszukując, schlebiając, błagając, zawstydzając, karcąc, burcząc, grożąc, przekupując, karząc, pokazując i opisując zalety posiłku, płaczą lub udając płacz, robiąc z siebie głupka, śpiewając piosenki, opowiadając bajki, pokazując książeczki z obrazkami, włączając radio, grając na tamburynie za każdym razem gdy jedzenie ląduje w buzi, z nadzieją, że przesunie się dalej w dół, a nie wróci z powrotem na zewnątrz, zmuszając nawet babcie do tańczenia tańców ludowych….’’

Autor w książce w prosty i tak zabawny sposób wyjaśnia, dlaczego dzieci czasem po prostu odmawiają jedzenia, przestrzega przed pułapkami siatek centylowych. Tłumaczy też jak procesy wzrostu i aktywność fizyczna wpływają na zapotrzebowanie kaloryczne.

,,Moje dziecko nie chce jeść” jest absolutnym numerem jeden wśród książek o żywieniu dzieci. Na pewno warto ją przeczytać zanim dziecko przyjdzie na świat. Unikniemy niepotrzebnych pułapek a wspólne posiłki staną się na pewno przyjemnością.

Autor: Carlos Gonzalez

2 komentarze

  1. Wybrzydzanie u dziecka to chyba jedna z tych sytuacji przy których ręce opadają?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie zmuszałam Syna do jedzenia, ale też nigdy nie mieliśmy większego problemu z 'niejadkiem'. Kiedy tylko zaobserwowałam, iż Dziecię je mniej niż powinno, bądź wybrzydza, stosowałam się do porad Babć. Śledzie śmietanowe, wzmagają u mego Dziecięcia głód. Na szczęście je lubi i nie grymasi, a ja potrafię poradzić sobie z etapami' chwilowego braku apetytu'. :)

    OdpowiedzUsuń